Zaktualizowano:
Spędziłem tam dwa tygodnie zeszłego lata i objeżdżałem wszystkie główne wyspy. Na Lipari koniecznie wejdź do zamku i muzeum archeologicznego, zgromadzono tam niesamowitą kolekcję greckich masek i amfor. Vulcano zapadło mi w pamięć kąpielami błotnymi przy Porto di Levante, chociaż zapach siarki był taki, że przez pierwsze godziny po prostu nie wiesz, gdzie się podziać.
Na Stromboli czekałem do wieczora, żeby zobaczyć erupcję. Wejście zajęło jakieś trzy godziny z przewodnikiem, ale kiedy zobaczyłem te czerwone błyski lawy na tle rozgwieżdżonego nieba, zrozumiałem, że było warto. Salina zaskoczyła mnie winnicami Malvazji i plażami w Pollara, gdzie woda jest na tyle przezroczysta, że dno widać na głębokości pięciu metrów. Na Panarea zaglądałem do zatoki Cala Junco, gdzie gorące źródła podgrzewają wodę tuż przy brzegu.
Filicudi i Alicudi są bardziej dzikie, turystów mniej. Tam można przez cały dzień nie spotkać ani jednej osoby na szlaku. Między wyspami pływałem promami Siremar, kursują regularnie, bilety brałem na miejscu bez problemu.
Może być również przydatne:
Polecamy zapoznać się z rejsami po Wyspach Liparyjskich: z Lipari od 30 euro; z Tropei od 45 euro; z Milazzo od 60 euro.
Wśród wszystkich dostępnych wycieczek szczególnie wyróżnia się jednodniowy rejs po Wyspach Liparyjskich z nocnymi widokami na wulkan Stromboli od 65 euro.
Warto również zapoznać się z obszernymi artykułami na naszej stronie internetowej: Wyspy Liparyjskie: czy warto? (dlaczego warto odwiedzić, gdzie się znajdują i jak się tam dostać z Sycylii, wycieczki, co można zobaczyć); Wyspa Stromboli: czy warto? (jak się tam dostać z Sycylii, co warto zobaczyć i zrobić, wycieczki do wulkanu).
Co tam jest naprawdę ciekawego do zobaczenia na Wyspach Liparyjskich? Jedziemy w czerwcu na tydzień i chciałabym zrozumieć, na co warto zwrócić uwagę w pierwszej kolejności. Mąż lubi przyrodę, ja bardziej miejsca historyczne, a dzieci po prostu chcą się kąpać.
Zofia
Kiedy planowałam wyjazd, czytałam wiele opinii i zdecydowałam się zatrzymać na trzech wyspach. Lipari stało się bazą, stamtąd wygodnie robić wycieczki. Castello di Lipari zachwyciło panoramą na archipelag, zwłaszcza wieczorem, kiedy słońce zachodzi za Saliną. W muzeum spędziłam jakieś dwie godziny, tam ekspozycja obejmuje kilka tysięcy lat historii.
Na Vulcano weszłam na krater Gran Cratere wcześnie rano, zanim zrobiło się gorąco. Podejście strome, ale krótsze niż na Stromboli, zajmuje około godziny. Z góry widać fumarole, które wypuszczają siarczane gazy, i cały archipelag rozłożony dookoła. Po zejściu poszłam do Laghetti di Fanghi, kąpiele błotne rzeczywiście pomagają skórze, chociaż zmyć potem ten zapach trudno.
Salina zapadła mi w pamięć kaparami, rosną tam wszędzie na stokach. Kupiłam kilka słoiczków lokalnych, smak zupełnie inny niż w supermarkecie. Plaża Pollara zachwyca czarnym piaskiem i skałami wystającymi z wody.
Na Stromboli przyjechałem specjalnie dla wulkanu. Zapisałem się na wieczorny trekking przez lokalną agencję Magmatrek, bez przewodnika nie puszczają wyżej pewnej wysokości. Grupa liczyła z dziesięć osób, szliśmy wolno z przystankami. Przewodnik opowiadał o geologii, pokazywał stare potoki lawy. Kiedy dotarliśmy do punktu widokowego, zaczęło się show: wybuchy lawy co kilka minut, czasem kamienie leciały wysoko w powietrze.
Schodziliśmy już po ciemku z latarkami, nogi huczały, ale adrenalina długo jeszcze nie odpuszczała. Na Lipari wpadłem na jeden dzień, przeszedłem się główną ulicą Corso Vita Emanuele, gdzie są prawie wszystkie kawiarnie i sklepy. Spróbowałem granity z migdałem, bardzo orzeźwia w upale. Na Salinę trafiłem przypadkiem, bo miałem wolny dzień. Okazało się, że tam kręcili „Listonosza”, chodziłem tymi samymi uliczkami w Malfa, gdzie Massimo Troisi grał główną rolę.
Zawsze interesowała mnie archeologia, więc Museo Archeologico Regionale Eoliano na Lipari stało się pierwszym przystankiem. Ekspozycja podzielona jest na kilka budynków, najbardziej zachwyciła mnie kolekcja teatralnych masek z terakoty. Niektóre zachowały się tak dobrze, że widać najdrobniejsze detale twarzy. Obok muzeum ruiny greckiego i rzymskiego teatru, chociaż z nich zostało niewiele.
Na Vulcano nie ryzykowałam wchodzenia na krater przez upał, ograniczyłam się do plaży Spiaggia delle Fumarole, gdzie między kamieniami wychodzi gorąca para. Woda tam cieplejsza niż w innych miejscach. Z Lipari płynęłam też na Panaree, najmniejszą i najdroższą wyspę archipelagu. Tam dużo jachtów, publiczność odpowiednia. Przeszłam się do prehistorycznego osiedla Capo Milazzese, pozostałości chat z epoki brązu na skale nad morzem. Wygląda skromnie, ale wyobrażanie sobie, jak ludzie tu żyli trzy tysiące lat temu, było ciekawe.
Wynająłem małą łódkę na Lipari na trzy dni, chciałem zobaczyć archipelag z wody. Prawa do sterowania łodzią nie są potrzebne, jeśli silnik do określonej mocy. Opłynąłem Lipari dookoła, zatrzymując się w zatokach, do których nie da się dostać lądem. Acquacalda na północy wyspy ma dobrą plażę i źródła termalne wprost w morzu. Woda miejscami gorąca, miejscami zimna, uczucie niezwykłe.
Płynąc do Vulcano, objechałem wyspę od strony południowej, gdzie skały są czerwono-żółtego koloru przez wulkaniczne minerały. Przy Panarei są małe wysepki Basiluzzo i Lisca Bianca, tam wspaniałe miejsca do pływania z maską. Ryb dużo, woda czysta. Do Stromboli podpłynąłem wieczorem od morza, żeby zobaczyć Sciara del Fuoco, stok, po którym spływa lawa. Erupcję widać nawet z wody, czerwone błyski na tle czarnego nieba.
Filicudi i Alicudi okazały się prawdziwym odkryciem. Turystów tam prawie nie ma, hoteli kilka na wszystko. Na Filicudi zatrzymałam się w małym pensjonacie nad Pecorini Mare, gospodyni gotowała kolację z tego, co złowili miejscowi rybacy. Ryba-miecz, tuńczyk, ośmiornice, wszystko świeże i smaczne. Weszłam na Fossa Felci, wygasły wulkan na szczycie wyspy, ścieżka ciężka, ale nie spotkałam ani jednej osoby.
Alicudi jest jeszcze bardziej odizolowane, samochodów tam nie ma w ogóle, tylko muły do przewożenia rzeczy. Jedna ulica schodami pnie się od portu w górę, domy rozrzucone po stoku. Spędziłam tam dwa dni po prostu spacerując ścieżkami i kąpiąc się w małych zatoczkach. Prąd jest nie wszędzie, internet słaby. Jeśli potrzeba całkowitego oderwania od cywilizacji, to idealne miejsce.
Zobacz też inne odpowiedzi na pytania o tym temacie:
Może być również przydatne:
Polecamy zapoznać się z rejsami po Wyspach Liparyjskich: z Lipari od 30 euro; z Tropei od 45 euro; z Milazzo od 60 euro.
Wśród wszystkich dostępnych wycieczek szczególnie wyróżnia się jednodniowy rejs po Wyspach Liparyjskich z nocnymi widokami na wulkan Stromboli od 65 euro.
Warto również zapoznać się z obszernymi artykułami na naszej stronie internetowej: Wyspy Liparyjskie: czy warto? (dlaczego warto odwiedzić, gdzie się znajdują i jak się tam dostać z Sycylii, wycieczki, co można zobaczyć); Wyspa Stromboli: czy warto? (jak się tam dostać z Sycylii, co warto zobaczyć i zrobić, wycieczki do wulkanu).